91ÌÒɫ

Facet od AI

Czy ChatGPT naprawdę rozumie, co do niego piszemy? Czy sztuczna inteligencja potrafi samodzielnie myśleć, czy jedynie sprawnie naśladuje ludzkie rozumowanie? Językoznawca, dr hab. Piotr Pęzik, prof. UŁ, wyjaśnia, jak działają współczesne modele językowe, skąd biorą się ich imponujące możliwości i dlaczego wciąż popełniają błędy. Przygląda się również ograniczeniom tej technologii i jej perspektywom rozwoju, stawiając pytanie: Czy generatywne modele językowe to AGI?

Opublikowano: 25 października 2026
 dr hab. Piotr Pęzik, prof. UŁ

Zobacz innych Facetów i Facetki od nauki z Uniwersytetu Łódzkiego.

 

Pars pro toto: ChatGPT jako twarz sztucznej inteligencji


Mniej więcej od końca 2022 roku, czyli od momentu upublicznienia ChatGPT z terminem „sztuczna inteligencja” (SI) spotykamy się wielokrotnie częściej niż kiedykolwiek wcześniej. Na kartonie telewizora sprzedawanego w 2026 roku można znaleźć informację, że napędzają go cztery rodzaje „AI”. Tempo rozwoju tej technologii utrudnia przeciętnemu użytkownikowi zrozumienie, z czym ma aktualnie do czynienia i z czego wynikają jej ograniczenia.
Gdy precyzyjne zrozumienie złożonego pojęcia śpi, rodzą się wszelkiej maści figury retoryczne. W przypadku sztucznej inteligencji szczególnie często posługujemy się synekdochą: częścią nazywamy całość albo całością jej część. Poproszeni o wyjaśnienie, czym jest sztuczna inteligencja, odpowiadamy więc, że to ten ChatGPT, którym piszemy e-maile w obcym języku. Do jednego worka wkładamy rozwiązania do generowania tekstów, obrazów, filmów i muzyki, a także do przetwarzania i syntetyzowania mowy. Jeszcze kilka lat temu byłby to błąd, ponieważ do generowania obrazu czy dźwięku stosowano osobne modele. Dziś istnieją sieci neuronowe, które potrafią analizować i generować różne rodzaje treści. Ich rdzeniem pozostaje jednak generatywny model językowy (ang. Large Language Model, LLM), ze wszystkimi zaletami i wadami tej odmiany sztucznej inteligencji.
Chaos pojęciowy jest w tym przypadku nieunikniony. 

Generatywna SI dotyka naszej aktywności językowej, komunikacyjnej i poznawczej, a niski próg użycia pozwala każdemu „zbadać sztuczną inteligencję” poprzez zadawanie jej pytań. Twórcy największych LLM-ów przedstawiają zaś ich rozwój jako szybką ścieżkę do AGI, czyli uogólnionej sztucznej inteligencji, a może nawet ASI, czyli sztucznej superinteligencji. Modele oparte na architekturze transformera to jednak jeszcze nie cała sztuczna inteligencja. Póki co nie jest to również AGI, a z pewnością nie ASI. Ich ograniczenia mogą być coraz lepiej maskowane, ale część z nich jest wpisana w teoretyczne podstawy modeli językowych.

- wprowadza w problematykę dużych modeli językowych dr hab. Piotr Pęzik, prof. UŁ.

Od statystycznego modelowania języka do transformera


Statystyczne modelowanie języka sięga przynajmniej początku ubiegłego wieku. Przeszło 110 lat temu Andriej Markow zbudował model wywiedziony z rozkładu spółgłosek i samogłosek w puszkinowskim poemacie Eugeniusz Oniegin. Pod koniec lat czterdziestych Claude Shannon wykazał z kolei, że modelując krótkie sekwencje wyrazów, można generować dłuższe, składniowo poprawne frazy. Wyszedł przy tym z założenia, że semantyczne aspekty komunikacji są nieistotne dla jej informatycznej implementacji.
Stosunkowo niedawnym przełomem były neuronowe osadzenia słów (word embeddings), które około 2013 roku wstrząsnęły światem lingwistyki komputerowej. Sieć trenowana na przewidywaniu słowa w kontekście — na przykład wyrazu pasującego do zdania „Ala ma… kota” — zakodowała w swoich wagach „położenie” słów w gramatyczno-leksykalnej hiperprzestrzeni. Takie wektorowe reprezentacje pozwoliły wykonywać działania na znaczeniach słów, a później także całych zdań.

Panorama Barcelony z lotu ptaka. Poszczególne budynki symbolizują słowa, ulice są relacjami między nimi, a dzielnice skupiają podobne znaczenia. Niektóre dzielnice są blisko siebie, inne daleko. Główne arterie łączą odległe obszary. W centrum pojawia się wielki węzeł komunikacyjny, w którym przecinają się setki połączeń.

Opublikowana przez badaczy pracujących dla Google’a w 2017 roku praca Attention Is All You Need ukierunkowała główny nurt badań nad użyciem głębokich sieci neuronowych do modelowania języka naturalnego. Opisano w niej sieć typu transformer, której tytułowym elementem są bloki atencji. Pozwalają one ważyć znaczenie fragmentów tekstu zależnie od pozycji i otoczenia tworzących je słów. Wynik działania kolejnych warstw służy do przewidzenia następnego tokenu, czyli słowa lub jego fragmentu. Znaczenie i gramatyka wyłaniają się więc podczas treningu z surowej informacji o kontekstach, w których występują słowa. Jako językoznawca pokuszę się o stwierdzenie, że jest to praktyczna realizacja dystrybucyjnej teorii znaczenia, najzwięźlej ujętej przez językoznawcę Johna Firtha: „Poznasz słowo po towarzystwie, w którym się obraca”. W pewnym dającym się formalnie opisać sensie posługiwanie się językiem polega zatem na przewidywaniu i generowaniu kolejnego słowa.

Wiedza, płynność i halucynacje


Transformer autoregresyjny pobudza się nie tylko wejściowym poleceniem, ale też każdym słowem generowanym w odpowiedzi. To, co napiszę na końcu tego tekstu, zależy więc nie tylko od wcześniejszych zdań, lecz także od słów, które dopiero pojawią się „po drodze”. Mechanizm ten pozwala modelom tworzyć zaskakująco spójne wypowiedzi, ale jest również źródłem ich immanentnej skłonności do halucynacji, czyli generowania informacji brzmiących wiarygodnie, choć niezgodnych z faktami.
Po nakarmieniu tekstami zawierającymi biliony słów największe modele skompresowały w swoich wagach znaczną część konwencjonalnej wiedzy o świecie. To jednak nie oznacza, że są bazami zweryfikowanych faktów z jawnie opisanym modelem danych. Ich podstawowym zadaniem pozostaje przewidzenie najbardziej prawdopodobnego kolejnego tokenu. Poprawność faktograficzna pojawia się przy okazji: model wielokrotnie napotyka prawdziwą informację w różnych kontekstach i uczy się ją odtwarzać, często dopiero w fazach tzw. post-treningu, czyli dodatkowego etapu uczenia.

 

Złośliwie można zatem powiedzieć, że podstawowym celem pretreningu transformera jest krasomówstwo. Płynność wypowiedzi optymalizuje się w nim bardziej bezpośrednio niż jej zgodność z faktami. Późniejsze dostrajanie na przykładach pytań i odpowiedzi oraz preferencjach użytkowników ogranicza liczbę oczywistych zmyśleń, ale nie usuwa mechanizmu, który leży pod kolejnymi warstwami treningu. Co więcej, ludzie często wolą odpowiedzi dłuższe, pewne siebie i ładnie sformatowane od zwięzłych, ostrożnych i mniej efektownych. Model uczy się więc pomocności, przekonującego stylu i sprawności retorycznej. Dążenie do szczerości, bezstronności i prawdomówności nadal nie jest jego jedynym celem. W architekturę LLM-ów pozostaje wpisana pewna swoboda poetycka. Ich doskonałym literackim pierwowzorem jest lemowski Elektrybałt.
Inteligencja językowa: memoryzacja, interpolacja i ekstrapolacja
Nie jestem hejterem LLM-ów. Przez całe naukowe życie fascynowała mnie możliwość komputerowego modelowania języka, zwłaszcza na podstawie wielkich zbiorów naturalnie występujących tekstów. Mimo zawrotnego tempa rozwoju nadal traktuję modele językowe przede wszystkim jako asocjacyjne bazy danych ze stochastyczną implementacją językowych mechanizmów rozumowania.

 

 

Największe transformery mają niesamowitą rozdzielczość: potrafią zapamiętać miliardy faktów i świetnie interpolować między pokrewnymi zadaniami. Model trenowany na przykładach pisania przepisów kulinarnych oraz zmiany stylu z potocznego na podniosły potrafi napisać przepis na bigos w stylu biblijnym, mimo że nikt go tego wprost nie uczył. Jedni nazwą to transferem wyuczonych wzorców, inni „wyłanianiem się zdolności” albo „iskrami AGI”.
Od takiej interpolacji daleko jednak do pełnej ekstrapolacji, czyli wykonywania autentycznie nowych zadań. Ludzka inteligencja przełącza się często w tryb symboliczny. Potrafimy przemnożyć w słupku kilkucyfrowe liczby, a nawet największe LLM-y, które podobno osiągnęły poziom AGI i rozwiązują problemy milenijne, jeszcze tego nie potrafią zrobić w podobnym reżmie symbolicznym. W ich hiperprzestrzeni semantycznej nie ma stanów absolutnych, są jedynie odpowiedzi skrajnie prawdopodobne lub nieprawdopodobne.
Współczesne systemy obchodzą te ograniczenia, ucząc modele sięgania po kalkulator, interpreter kodu, wyszukiwarkę i inne narzędzia. Dzięki nim z wnioskowania asocjacyjnego można przejść do stabilnego reżimu symbolicznego. Trzeba więc odróżniać możliwości samego modelu językowego od możliwości całego systemu agentowego, w którym został osadzony.

Jednorazowa kreatywność i nieświadomy plagiat


Pojawienie się generatywnej SI z pewnością wywoła długofalowe zmiany społeczne. Jesteśmy z natury skłonni do optymalizacji wysiłku, dlatego chętnie delegujemy wszelką pracę, w tym wysiłek poznawczy, do systemów AI. Piszemy modelami maile do klientów, którzy streszczają je za pomocą tych samych modeli. Trudno przewidzieć konsekwencje takiego masowego przenoszenia wysiłku na maszyny. Już teraz generatywna SI przypomina Uroborosa, mitycznego węża zjadającego własny ogon. Modele karmią się danymi syntetycznymi, czyli treściami wytworzonymi przez te same lub podobne modele. Ich odpowiedzi przenikają do Internetu, mieszają się z treściami tworzonymi przez ludzi, a następnie zasilają trening kolejnych systemów. Prowadzi to do zalewu „AI slopu” i globalnej konwergencji, czyli ujednolicania treści wytwarzanych przez pozornie niezależne modele.
Połączenie stochastycznej natury LLM-ów z takim obiegiem danych skutkuje pozorną, jednorazową kreatywnością. Jeżeli zapytamy różne modele o ulubioną planetę albo kształt, z dużym prawdopodobieństwem wskażą Saturna lub sześciokąt foremny. Dla unikatowego promptu model może wygenerować oryginalną odpowiedź, ale dla podobnych poleceń rozkład odpowiedzi okazuje się bardzo ograniczony. To pożądane w pytaniach wiedzowych, ale fatalne w zadaniach twórczych. Można ratować się inżynierią promptów i dostarczać modelowi coraz więcej własnego materiału, lecz prowadzi to do „złudzenia wróżki”: im więcej powiemy wróżce o sobie, tym więcej ona powie nam o nas. Jeśli promptem jest własnoręcznie napisany artykuł, a zadaniem modelu jego skrócenie, możemy oczekiwać twórczego efektu. Gorzej, gdy jest odwrotnie. Niska świadomość determinizmu LLM-ów grozi nieświadomym plagiatem: różne osoby w tym samym czasie „wpadają” na te same pomysły podsunięte przez modele.

Czy to droga do ASI?


Multimodalne modele językowe stały się najbardziej znaną twarzą sztucznej inteligencji. Rdzeniem tych systemów pozostaje inteligencja modelowana językowo. Początkowo LLM-y były generatorami tekstu, ale po nakarmieniu ogromem danych skompresowały znaczną część konwencjonalnej wiedzy o świecie. Ucząc się języka, znakomicie zapamiętują i łączą informacje, przenoszą wzorce między pokrewnymi zadaniami oraz posługują się narzędziami. Osadzone w narzędziowym ekosystemie mogą służyć jako kognitywny egzoszkielet człowieka: podpowiadać, porządkować wiedzę, pisać oprogramowanie i zarządzać jego uruchamianiem, a także masowo generować i testować hipotezy, co otwiera nowe perspektywy prowadzenia badań naukowych. Im bardziej wielomodalne i „agentowe” stają się LLM-y, tym łatwiej uznać tę część SI za jej całość. Nie wpadajmy w tę pułapkę poznawczą. ChatGPT i podobne systemy to tylko jedna z możliwych metod modelowania inteligencji. Póki co, nie zastępuje ona inteligencji naturalnej w całym jej spektrum. Z drugiej strony, nawet jeżeli modele językowe ostatecznie nie okażą się właściwą drogą do stworzenia ASI, to z pewnością pokażą nam, jak wielką część ludzkiej inteligencji można odtworzyć z tekstu.

´ܻåÂá泦¾±²¹: dr Bartosz Kałużny, materiał źródłowy: dr hab. Piotr Pęzik, prof. UŁ, opracowanie: Centrum Współpracy z Otoczeniem i Społecznej Odpowiedzialności Uczelni 

Zobacz innych Facetów i Facetki od nauki z Uniwersytetu Łódzkiego

 

Baner Łódzkie dla Młodych

Opublikowano: Michał Gruda

ul. Narutowicza 68, 90-136 Łódź
NIP: 724 000 32 43
Adres do doręczeń elektronicznych (ADE): AE:PL-74796-17640-IHHIV-17
KONTAKT​â¶ċâ¶ċâ¶ċâ¶ċâ¶ċâ¶ċ

© 2009-2026, 91ÌÒɫ