Zobacz innych Facetów i Facetki od nauki z Uniwersytetu Łódzkiego.
Czy doświadczenia przekazywanego z pokolenia na pokolenie można nauczyć sztuczną inteligencję? Zespół naukowców z UŁ w składzie: prof. dr hab. Marcin Wójcik, dr Karolina Dmochowska, dr Patrycja Grzyś, sprawdzają to w rodzinnym sadzie pod Głownem. Łączą wiedzę sadowników, czujniki i algorytmy, by przewidywać skutki suszy, jeszcze zanim drzewa pokażą pierwsze oznaki stresu. Efekty tych badań mogą pomóc nie tylko polskim producentom jabłek, ale także rolnikom w całej Europie. Wyniki ich badań trafiły już do zastawu narzędzi Komisji Europejskiej oceniających politykę rolną wartą jedną trzecią unijnego budżetu.
Wieś to nie miasto z polami
Cyfryzacja rolnictwa to jeden z priorytetów Unii Europejskiej, ale strategie cyfrowej transformacji często powstają za biurkiem – z dala od wsi, w której zasięg Internetu kończy się za ostatnim przystankiem. Zespół z Uniwersytetu Łódzkiego od 2017 roku sprawdza, jak cyfrowa rewolucja wygląda naprawdę. Analizy prowadzone wspólnie z badaczami z innych polskich ośrodków naukowych, oparte na badaniach ankietowych wśród tysięcy polskich gospodarstw, pokazały rzecz niewygodną: kompetencje cyfrowe rolników i dostęp do sieci są tak nierówne, że technologia projektowana bez zrozumienia ludzi po prostu nie zadziała. Zjawisko to badacze nazywają cyfrowym wykluczeniem – i to ono, a nie brak samej techniki, okazuje się główną barierą unowocześniania wsi. Ta diagnoza stała się punktem wyjścia do zmiany sposobu, w jaki Europa planuje cyfrową przyszłość obszarów wiejskich.
Laboratorium pod chmurką
W międzynarodowym projekcie programu Horyzont 2020 łódzki zespół poprowadził tak zwane żywe laboratorium (living lab) – jedną z metod badawczych, w której rozwiązania testuje się nie w warunkach gabinetowych, lecz razem z ich przyszłymi użytkownikami. Było to jedyne spośród 21 takich laboratoriów w Europie poświęcone cyfryzacji planowania przestrzennego na wsi: naukowcy wspólnie z mieszkańcami, rolnikami i samorządowcami diagnozowali bariery i testowali scenariusze rozwoju lokalnego. Wypracowane w Łodzi ramy oceny wpływu cyfryzacji na wieś zostały włączone do banku wiedzy ewaluacyjnej Komisji Europejskiej i służą dziś do oceny Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2023-2027. Gdy urzędnik w Brukseli sprawdza, czy miliardy euro wydawane na cyfryzację wsi przynoszą efekty, korzysta z metod wypracowanych w Łodzi.
Dane rolnicze – rozproszony skarb
Obecny etap badań, prowadzony w europejskim projekcie programu Horyzont Europa, przenosi te ustalenia wprost do produkcji żywności. Punktem wyjścia jest paradoks współczesnego rolnictwa: dane o pogodzie, glebie i uprawach są już dziś zbierane na masową skalę, ale pozostają rozproszone w zamkniętych systemach komercyjnych dostawców technologii. Są drogie, a poszczególne systemy zwykle nie potrafią wymieniać między sobą informacji – naukowcy nazywają to brakiem interoperacyjności. W efekcie przeciętny rolnik ma z tych danych niewielki pożytek. Międzynarodowe konsorcjum, w którym uczestniczy Uniwersytet Łódzki, zbudowało więc wspólną platformę gromadzącą dane rolno-środowiskowe w jednym miejscu – otwartą i dostępną dla każdego, nie tylko dla tych, których stać na zamknięte systemy.
Sad, który uczy algorytm
Zespół UŁ prowadzi w tym przedsięwzięciu jedyny polski pilotaż technologiczny – w Wiatrowym Sadzie, rodzinnym gospodarstwie, w którym sztuka uprawy jabłoni przekazywana jest z pokolenia na pokolenie, a o kluczowych decyzjach przesądzało dotąd doświadczenie, nie czujniki i algorytmy. Sad dysponuje prostym systemem nawadniania, ale o tym, kiedy go uruchomić, sadownik rozstrzygał dotychczas w oparciu o własną wiedzę i wyczucie, a nie o konkretne dane. Teraz zyskał nowe wsparcie. Wśród jabłoni stanęła stacja agrometeorologiczna, a w ziemi zainstalowano sondy mierzące wilgotność i temperaturę gleby. To czujniki internetu rzeczy (IoT) – urządzenia, które samodzielnie komunikują się z siecią: co 15 minut wysyłają pomiary opadów, wiatru, temperatury i wilgotności na serwery, gdzie dane są na bieżąco analizowane, a sadownik widzi wszystko w aplikacji na telefonie.
Na tak zebranych danych trenowany jest obecnie model uczenia maszynowego – algorytm, który zamiast wykonywać sztywno zaprogramowane reguły, sam wyszukuje w danych powtarzalne wzorce. Jego zadanie to przewidywać ryzyko stresu wodnego drzew ze skutecznością przekraczającą 70 procent, zanim cokolwiek widać gołym okiem. Stres wodny to stan fizjologiczny, w którym roślina traci więcej wody, niż potrafi pobrać z gleby – ogranicza wtedy fotosyntezę i gubi zawiązki owoców, a strat często nie da się już odrobić. To klasyczny system wspomagania decyzji (ang. decision support): model podpowiada, kiedy warto uruchomić nawadnianie, ale ostatnie słowo zawsze należy do sadownika. Model będzie sprawdzany i doskonalony sprawdzany i doskonalony przez trzy kolejne sezony wegetacyjne, do 2028 roku. Co ważne, polski sad jest jednym z ponad dwudziestu pilotaży prowadzonych równolegle w różnych krajach, klimatach i typach produkcji – od upraw polowych po hodowlę zwierząt. Możliwość porównywania wyników między pilotażami wzmacnia wnioski z badań: to, co sprawdzi się i w polskim sadzie, i w greckim gaju oliwnym, ma szansę działać wszędzie.
Susza, której jeszcze nie widać
Dlaczego to takie ważne? Bo klimat przestał być przewidywalny. Centralną Polskę coraz częściej nawiedzają susze rolnicze, a woda staje się najbardziej deficytowym zasobem produkcji żywności. Kłopot w tym, że gdy drzewo zaczyna pokazywać objawy stresu wodnego, na ratunek bywa za późno. System ostrzegający z wyprzedzeniem pozwala działać zawczasu i oszczędzać każdą kroplę. Dla Polski, europejskiego lidera produkcji jabłek, oznacza to stabilniejsze zbiory mimo kaprysów pogody i owoce, których ceny nie skaczą po każdej suszy. To adaptacja do zmian klimatu w najbardziej praktycznym wydaniu – zaczynająca się od pojedynczej jabłoni.
Wiemy więcej, niż potrafimy powiedzieć
Najciekawsze w łódzkich badaniach jest jednak to, czego nie widać na zdjęciach czujników. Sadownik z Wiatrowego Sadu ma za sobą sześćdziesiąt lat rodzinnej praktyki i dysponuje wiedzą, której nigdy nie zapisano. Naukowcy nazywają ją wiedzą ukrytą (ang. tacit knowledge) – filozof Michael Polanyi ujął to zwięźle: wiemy więcej, niż potrafimy powiedzieć. Przez pokolenia przekazywano ją w codziennej pracy, z ojca na syna. Ale ten łańcuch pęka: młodzi wyjeżdżają do miast i gdy sadownik odchodzi bez następcy, dorobek dziesięcioleci może zniknąć w jeden sezon. Badacze z UŁ sprawdzają więc, czy algorytm może stać się pomostem między pokoleniami: model uczy się od sadownika, a jego prognozy są wyjaśnialne (ang. explainable AI) – podają uzasadnienie, a nie sam werdykt jak czarna skrzynka – dzięki czemu mogą trafić do wnuka czytającego sad z ekranu telefonu. Nie chodzi o zastąpienie człowieka. Algorytm nie czuje sadu, a sadownik nie przekaże intuicji przez Internet – ale razem mówią językiem, który rozumieją i dziadek, i wnuk.
Co z tego ma zwykły zjadacz jabłek?
Całkiem sporo. Rolnictwo precyzyjne – czyli dopasowywanie nawadniania, nawożenia i ochrony roślin do rzeczywistych, mierzonych potrzeb konkretnej uprawy, a nie do kalendarza – to żywność produkowana przy mniejszym zużyciu wody i chemii, odporniejsza na coraz mniej przewidywalny klimat. Lepsze narzędzia oceny polityk to mądrzej wydawane unijne pieniądze. A rozwiązania testowane w sadzie pod Głownem są skalowalne – mogą działać w Portugalii, Grecji czy Finlandii. Badania, które zaczęły się od pytania, czy cyfryzacja naprawdę pomaga wsi, dziś współtworzą europejską infrastrukturę danych rolniczych i ratują wiedzę, która mogłaby odejść razem z ostatnim pokoleniem sadowników. Bo najlepsze technologie powstają wtedy, gdy ktoś najpierw uważnie wysłucha ludzi, którym mają służyć.
´ܻåÂá泦¾±²¹: dr Bartosz Kałużny; materiał źródłowy: prof. dr hab. Marcin Wójcik, dr Karolina Dmochowska, dr Patrycja Grzyś; opracowanie: Dominik Nogala, Centrum Współpracy z Otoczeniem i Społecznej Odpowiedzialności Uczelni
Zobacz innych Facetów i Facetki od nauki z Uniwersytetu Łódzkiego
