Majówki. Śpiew pod kapliczką, czyli wieś w wersji sakralno-towarzyskiej
Majowy wieczór. Po pracy w polu ludzie zbierają się przy kapliczce. Ktoś przynosi kwiaty, ktoś zapala świecę, ktoś zaczyna pieśń. A potem płynie: „Chwalcie łąki umajone…”. Nabożeństwa majowe – potocznie majówki – to nie tylko dla chrześcijan modlitwa do Maryi. To także pamięć, sąsiedzkie spotkanie, lokalny teatr wiary i jeden z najbardziej charakterystycznych zwyczajów polskiej wsi.
Nie tylko modlitwa
Majówka jest zjawiskiem trudnym do zamknięcia w jednej definicji. Bo choć kojarzymy ją z litanią loretańską, pieśniami maryjnymi i przydrożnymi kapliczkami, to w praktyce była czymś znacznie ważniejszym – częścią rytmu życia lokalnej wspólnoty.
To jednocześnie modlitwa, śpiew, spotkanie towarzyskie, rytuał zakorzeniony w naturze, ale też znak pamięci pokoleń minionych
– mówi Kamil Ludwiczak, doktorant w Szkole Doktorskiej Nauk Humanistycznych, zajmujący się etnologią i antropologią kulturową.
Ludwiczak bada społeczności lokalne i wiejskie, starając się – jak sam podkreśla – włączać mieszkańców w każdy etap procesu badawczego. Nie patrzy więc na majówki jak na muzealny eksponat. Raczej jak na żywą praktykę, która zmienia się razem z ludźmi.
Od Egiptu przez Hiszpanię do polskiej wsi
Choć dziś majówki wydają się czymś swojskim, niemal od zawsze wpisanym w krajobraz polskiej wsi, ich historia jest długa i zaskakująco szeroka. Początków nabożeństw maryjnych Ludwiczak szuka już w V wieku, na wschodzie chrześcijaństwa, wśród Koptów w Egipcie. Tam wierni gromadzili się, by śpiewać hymny i antyfony ku czci Maryi. Nie robili tego jednak w maju, lecz w czasie odpowiadającym lokalnej wiośnie, momencie, gdy przyroda budziła się do życia.
Na Zachodzie idea poświęcenia Maryi całego miesiąca dojrzewała znacznie później, około XIII i XIV wieku. Ważną rolę odegrał tu hiszpański król Alfons X Mądry, który zachęcał poddanych, by w maju spotykali się przy figurach Maryi, śpiewali pieśni i składali kwiaty.
Ten prosty, intuicyjny gest, przynoszenie kwiatów, stał się jednym z podstawowych elementów, które do dziś kojarzymy z majówkami
– wyjaśnia Ludwiczak.
W Polsce nabożeństwa majowe rozpowszechniły się dopiero w XIX wieku. Najpierw pojawiały się w miastach, między innymi w Tarnopolu, Warszawie i Krakowie, ale szybko trafiły także pod wiejskie kapliczki. Szczególne znaczenie miały drukowane śpiewniki i zbiory pieśni, w tym „Wianeczek majowy” księdza Karola Antoniewicza. To właśnie z tej tradycji wyrasta jedna z najbardziej znanych pieśni: „Chwalcie łąki umajone”.
Dlaczego właśnie maj?
Maj nie jest tu przypadkiem. To miesiąc, w którym przyroda eksploduje zielenią, zapachem i kolorem. Wszystko kwitnie, buzuje, odradza się. Chrześcijaństwo nie odrzuciło tej symboliki, tylko ją przetworzyło. Maryja została wpisana w wyobrażenie piękna, czystości, opieki i odnowy.
Ale w kulturze ludowej maj miał także drugą twarz. Był czasem przełomu, a więc – jak często bywało w tradycyjnych wierzeniach – momentem nieco niepokojącym. Granice między tym, co znane, i tym, co nieoswojone, miały stawać się bardziej kruche.
Wierzono, że właśnie wtedy wzrasta aktywność sił nieznanych, nie do końca oswojonych. Może nawet powiedzielibyśmy dziś: nieczystych. Wierzono też, że w maju uaktywniają się czarownice
– mówi doktorant.
Modlitwa do Maryi miała więc nie tylko charakter pobożny. Była także gestem ochronnym. Prośbą o opiekę nad ludźmi, domami, polami i całą wspólnotą.
Kapliczka jako centrum świata
Żeby zrozumieć majówki, trzeba zatrzymać się przy kapliczkach. Dziś często mijamy je samochodem. Stoją przy drogach, na rozstajach, pod drzewami, na skraju wsi. W tradycyjnej kulturze ludowej nie były jednak tylko ozdobą krajobrazu.
Kapliczka była miejscem między tym, co swoje i oswojone, a tym, co obce. Krzyż czy figura świętego patrona miały chronić przed tym, co nieznane i groźne
– tłumaczy Ludwiczak.
W maju kapliczki „umajano”, tzn. ozdabiano świeżą zielenią, kwiatami, wstążkami, papierowymi dekoracjami i świecami. Zwykłe ta przestrzeń stawała się miejscem świętym. Trochę sceną, trochę ołtarzem, trochę sąsiedzkim placem spotkań.
Śpiew, który bardziej przypominał wołanie
Sercem majówki był śpiew. Nie organowy, nie chóralny w eleganckim kościelnym sensie, ale ludzki, mocny, niesiony przez otwartą przestrzeń.
Najczęściej był to biały śpiew: naturalny, pełny, wielogłosowy, z regionalnymi wariacjami. Co wieś, to mogła być inna melodia
– opowiada Ludwiczak.
Jedna osoba, zwykle doświadczona kobieta, zaczynała pieśń i jak mówiono na wsi, „dawała ton”. Reszta podejmowała melodię. Śpiewano litanię loretańską, a potem pieśni maryjne: „Chwalcie łąki umajone”, „Po górach, dolinach”, „Serdeczna Matko”, „Zdrowaś Maryjo”, czasem także starsze utwory przekazywane z pamięci albo z ręcznie zapisanych zeszytów. Te, same w sobie są małymi archiwami lokalnego dziedzictwa kultury. Przechodziły z rąk do rąk, z pokolenia na pokolenie. Później zastępowały je drukowane śpiewniki kupowane na odpustach, pielgrzymkach i w sanktuariach.
Modlitwa, plotki i matrymonialne podchody
Majówka miała oczywiście wymiar religijny, ale nie tylko. Była też ważnym wydarzeniem społecznym. Odbywała się zwykle wieczorem, po pracy, około godziny 19 lub 20. Ludzie przychodzili zmęczeni, ale ubrani lepiej niż do pola, choć nie tak odświętnie jak do kościoła. Był czas na modlitwę, ale też na rozmowę. Na wymianę informacji, sąsiedzkie komentarze, plotki, obserwowanie, kto z kim przyszedł i kto kogo odprowadził.
To była często jedna z okazji, żeby zobaczyć, co dzieje się u sąsiada, dowiedzieć się czegoś, po prostu poplotkować
– mówi etnolog
Na majówkach pojawiali się także kawalerowie. Czasem bardziej dla panien niż dla litanii. Przychodzili później, rozglądali się, a po nabożeństwie mogli odprowadzić wybraną dziewczynę do domu. W świecie, w którym życie towarzyskie było mocno ograniczone, kapliczka stawała się także miejscem matrymonialnych negocjacji.
Tradycja, która nie umarła, ale zmieniła adres
Dziś majówki wciąż istnieją, choć nie mają już takiej pozycji jak dawniej. Częściej odbywają się w kościołach niż przy kapliczkach. Ludzie są bardziej mobilni, prawie w każdym domu jest samochód, a wieczorne spotkanie pod figurą nie jest już jedyną okazją do kontaktu ze wspólnotą. Jak mówi naukowiec, przy kapliczkach najczęściej spotykają się osoby starsze, zwłaszcza kobiety. Czasem pojawi się dziecko przyprowadzone przez babcię. Coraz częściej jednak tradycję podtrzymują koła gospodyń wiejskich, lokalne stowarzyszenia, orkiestry i pasjonaci dziedzictwa.
To dzisiaj jest żywe, ale zmieniło swoją formę i funkcję. Nie szuka się już małżeństwa przy kapliczce, ale nadal można się spotkać, porozmawiać, zadbać o lokalne dziedzictwo
– podkreśla Ludwiczak.
Majówki są więc czymś więcej niż nabożeństwem odprawianym w maju. To opowieść o tym, jak religia splatała się z codziennością, przyroda z duchowością, a modlitwa z sąsiedzkim życiem. O tym, że pod kapliczką mieściły się jednocześnie sacrum, plotka, pamięć o zmarłych, troska o pola, lęk przed nieznanym i pierwsze spojrzenia przyszłych narzeczonych.
Materiał: Kamil Ludwiczak, doktorant w Szkole Doktorskiej Nauk Humanistycznych
Redakcja: Kacper Szczepaniak, Centrum Komunikacji Marki